Wolsztyn 2010 – Buk 2011-2012 – Wolsztyn 2013

Pragnę rozpocząć swoje świadectwo od głębokiego PRZEPRASZAM dla Jezusa. Zanim zaświadczę o Jego działaniu chcę publicznie wyznać, że parokrotnie do tej chwili Jezus dawał mi do zrozumienia abym napisał świadectwo. Nie wiem dlaczego dopiero dziś spisuję to czego doświadczyłem, pomimo tego, że Jezus przypominał mi o tym co najmniej dwukrotnie. Raz jeszcze przepraszam Panie za moje ociąganie się w realizacji Twojej woli i przede wszystkim za to, że słyszałem czego ode mnie oczekujesz, a ja… jak zwykle… po swojemu…

Wolą Pana jest abym zaświadczył o dwóch bardzo ważnych momentach mojego życia kiedy On osobiście działał i przemieniał moje życie.

Pierwszym wydarzeniem jest spowiedź generalna z mojego życia, która miała miejsce 19-go maja 2010 roku. Miałem wtedy 34 lata. Na jednym z kazań ksiądz wyjaśniał czym jest spowiedź generalna. Ten sam ksiądz robił to drugi raz w krótkim czasie. Podczas gdy za pierwszym razem pomyślałem, że może warto byłoby skorzystać z tego szczególnego sakramentu i szybko o tym zapomniałem, to za drugim razem ta myśl nie dawała mi spokoju. Ksiądz podkreślał aby korzystać z tego wyjątkowego daru pojednania szczególnie podczas ważnych etapów swojego życia np. przygotowując się do przystąpienia do innych sakramentów np. bierzmowania, małżeństwa ... Zapewniał, że wtedy Pan Bóg szczególnie będzie błogosławił bo oczyszczeni stajemy do Jego stołu. Wtedy już wiedziałem, że po prostu muszę z tego skorzystać i w tej samej chwili żałowałem, że zaniedbałem „sprawę” przed przystąpieniem do sakramentu małżeństwa.

Po Mszy Św. zdobyłem nr tel. do księdza i umówiłem się na spotkanie. Wytłumaczył mi raz jeszcze procedurę i zacząłem przygotowania do spowiedzi z życia. Trwało to ok. 3-ech miesięcy. Kiedy umówiliśmy się na termin spowiedzi miałem zapisanych ok. 10 kartek formatu A4. Niestety moje życie przez okres 34 lat nie było zbyt „święte”. Jednym z najgorszych grzechów, z którym nie potrafiłem się uporać od kilkunastu lat był grzech nieczystości. Byłem niewolnikiem internetowych treści pornograficznych, a co za tym idzie uzależnionym od nieczystości-masturbacji. Wpadłem w sidła nałogu jako młody nastolatek kiedy „na topie” były gazety i filmy wideo z fotografiami erotycznymi. Wiele lat prób oderwania się od nałogu nie dawały żadnych rezultatów. Każda kolejna nieudana próba zerwania z grzechem powodowała narastanie frustracji. Docierałem również do informacji psychologicznych, w których można przeczytać, że to nic złego, że młodzi chłopcy wręcz powinni rozładowywać swoje napięcia seksualne aby nie pojawiła się nerwica… (totalna bzdura).

W ten sposób kilkanaście lat uzależnienia dotrwało do 19-go maja 2010 r. kiedy to odbyłem swoją spowiedź generalną. Chcę zaświadczyć, że od tego momentu żyję w czystości dzięki łasce Pana. Podczas spowiedzi generalnej Jezus uwolnił mnie od uzależnienia. Dotychczas nie potrafiłem sobie wyobrazić, że kiedykolwiek będę wolnym człowiekiem. Nie potrafiłem sobie wyobrazić, że Jezus Chrystus żyje i działa dziś, tutaj, teraz, zawsze, blisko. Do tej chwili nie docierało do mnie, że Jezus oddał życie za moje grzechy. Po prostu nie potrafiłem tego pojąć. Po tym jak Jezus uzdrowił/uwolnił mnie zrozumiałem na czym polega uzdrowienie z nałogu. Dwa lata przed moim uzdrowieniem Jezus obdarzył łaską uzdrowienia mojego ojca alkoholika z 30-to letnim stażem. Nie mogłem zrozumieć mechanizmu – co otrzymał mój ojciec, że na 4-ch odwykach, na które osobiście go zawoziłem najlepsi terapeuci nie potrafili mu pomóc a Jezus pewnego dnia po spowiedzi u Franciszkanina o. Sylwestra ofiarował mu taką moc, że jest w stanie walczyć z nałogiem i co najważniejsze wygrywać. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po moim uzdrowieniu/uwolnieniu zrozumiałem, że ja nie otrzymałem żadnej magicznej mocy do walki z nałogiem bo Jezus po prostu wziął mi pokusę. Dla mnie te rzeczy, które doprowadzały do grzechu nie istnieją. I tak naprawdę ja nie mam z czym walczyć. Po prostu Jezus zabrał mi grzech bo wziął go na krzyż i umarł za mnie. Jest to niesamowita rzeczywistość. Do końca niepojęta ale właśnie tak Jezus pozwolił mi zrozumieć sens mojego uwolnienia/uzdrowienia.

Jestem przykładem tych osób, o których często ksiądz Piotr wspomina na piątkowych spotkaniach, które otrzymują olbrzymie łaski właśnie w sakramencie pojednania. Pragnę wszystkim powiedzieć, że kiedy zostałem uwolniony/uzdrowiony z nałogu nie miałem pojęcia o Mszach z modlitwą o uzdrowienie. Proces mojego uzdrowienia/uwolnienia związany był wyłącznie z sakramentem pojednania – spowiedzi z całego życia. Od tego momentu zaczęła się najpiękniejsza przygoda mojego życia. Wstąpiłem na drogę wiary, na drogę przyjaźni z Jezusem, na drogę nawrócenia.

Drugie wydarzenie, o którym pragnę zaświadczyć miało miejsce we wrześniu 2011 r.

Około 10 miesięcy po moim nawróceniu (luty/marzec 2011 r.) zacząłem poszukiwać głębszego wymiaru przeżywania przyjaźni z Jezusem. Zacząłem szukać rekolekcji/dni skupienia/ konferencji… Tą właśnie drogą przez przystanek u poznańskich oo. Dominikanów trafiłem na rekolekcje z Leszkiem Dokowiczem w Buku. Od tego momentu do dnia dzisiejszego uczestniczę w piątkowych spotkaniach Przymierza Miłosierdzia. We wrześniu 2011 r. uczestniczyłem w spotkaniu wspólnoty PM z modlitwą wstawienniczą. Od pewnego czasu Ksiądz Piotr zachęcał aby poprosić Jezusa o wskazanie tych miejsc w naszych sercach, które potrzebują uzdrowienia. Ponieważ droga do Buku zajmuje mi trochę czasu mam wtedy chwilę na zastanawianie się i wyciszenie. No więc jadę i myślę... Dlaczego człowiek, który ufa (niby) Jezusowi, średnio 2 razy w tygodniu wraz z pobudką lub już w ostatniej fazie snu przeżywa poddenerwowanie, zatroskanie, niepokój... Cóż takiego Panie Jezu siedzi w moim sercu, że przychodzą takie beznadziejne poranki, które potem ciągną się całymi dniami aż do zachodu słońca. W tych dniach najprostsze czynności okazują się wielka górą nie do pokonania a kilka takich obowiązków powoduje całkowite nieradzenie sobie z nimi i z samym sobą. Zastanawiałem się co jest we mnie nie tak. Ogólny stan zdrowia - ok, praca-ok, żona-ok, niby wszystko-ok a jednak nie do końca.

W takich chwilach przychodzą do głowy fragmenty spotkań z o. Bashoborą, z o. Antonello, czy nauczania wspaniałego Jana Pawła II-go. No ale jakoś podpowiedzi na własne rozterki nie odnajduję... Więc postanawiam, iż tego wieczora będę prosił Pana aby wskazał mi drogę, aby uzdrowił te niepokoje... Godzinka szybko mija. Dojeżdżam na miejsce i udaję się do kościoła. Jeden z niewielu razy kiedy siadamy z żoną w pierwszej ławce. Boży czas... Głęboka modlitwa, skupienie i prośba do Jezusa o uzdrowienie nie tego czego ja chcę i oczekuję tylko tego co Pan uważa za słuszne aby uzdrowił (niech będzie Twoja - nie moja wola Panie). Kolejne osoby podchodzą do członków wspólnoty, którzy pełnili posługę modlitwy wstawienniczej a ja zatapiam się w myślach… i nagle słyszę w głębi serca, że zbyt mało ufam Panu, że jeszcze dużo pracy przede mną... że niestety nie zaufałem do końca. Łzy pojawiają się w oczach... Ale wiem, że to prawda... i po chwili słyszę głos: zaufaj Panu, nie bój się, Pan Cię przytula do siebie, do swojego serca. otwieram oczy a to ksiądz Piotr wypowiada te słowa do osoby, nad którą się modli. Byłem tak blisko grupki wstawienników, że po prostu usłyszałem słowa Jego modlitwy. Zamykam oczy ponownie i myślę sobie, szkoda że to nie mnie dotyczyło. I wtedy słyszę znów zobacz jak Pan Cię obejmuje, Jezus Cię kocha, przytula Cię do siebie, chowa w swoich ramionach... W tym samym momencie pojawia się w mojej głowie obraz Jezusa, który mnie obejmuje, tak jak ojciec dziecko i dokładnie to widzę. Łzy ciekną po policzkach. I wtedy zespół zaczyna grać "Mówię tak życiu".

Pierwszy raz w życiu słyszę tę pieśń. Jest taka cudna… - w tej samej chwili w głowie głębią się myśli, że przecież życie jest tak ważne, że jest tak piękne, że warto toczyć walkę o każdy dzień bez względu jak się zaczyna, że Jezus mówi mi teraz abym oddał moje życie w Jego posiadanie, zawierzył mu wszystko. Niesamowite uczucie, przepiękne chwile. Kilka chwil później podchodzę do dziewczyn, które posługują modlitwą i proszę o uzdrowienie z tych niepokojów i trosk, które towarzyszą mi w życiu. Wtedy jedna z nich mówi mi, że jej Chrystus pomógł i uleczył ja z nerwicy i że ma już takie rzeczy za sobą i żeby ufać Panu. Więc klękam – łzy płyną... Podchodzi ksiądz Piotr, nakłada ręce z modlitwą i... padam w spoczynku w Duchu Św. Uderzam głową o posadzkę słyszę westchnienie dziewczyn nade mną i komentarz księdza Piotra: "no tak tez bywa, wszystko w porządku". Mnie oczywiście nic nie boli i ciągle słyszę słowa pieśni "mówię tak życiu". Spotkanie dobiega końca. W drodze do domu nie ma innych słów w głowie poza słowami pieśni:

„Mówię: TAK, życiu
Mówię: TAK, wszystkiemu co mi dajesz
Mówię: TAK, życiu Każdego dnia, chwila po chwili
Mówię: TAK, życiu, o Panie.
Tyś moją siłą o Panie, moją skałą Tyś mą nadzieją
Twe ramiona chronią mnie
Oto ja niech mi się stanie według Twojej woli
Oto ja niech mi się stanie według Twojej woli
Nikt nie zabiera mi życia bo ja je ofiaruję
Aby Twój plan we mnie spełnił się Aby Twój plan we mnie spełnił się”

Po wspólnotowych spotkaniach Przymierza Miłosierdzia i tak nie chce się spać bo łaska Ducha Św. działa długo po ich zakończeniu, więc po powrocie siadam przed komputerem i zaczynam szukać w internecie „mojej” nowej pieśni. Natrafiam na ten film.

Nie mogę powstrzymać łez. Nic nie rozumiem w tym języku ale wiem chyba wszystko. Bo słowa tej pieśni nakładają się na obraz filmu. Jest to coś niesamowitego. Nie można tego opisać słowami. Zarówno postawy Marii Paolii (współzałożycielki wspólnoty) jak również tego czego doświadczam. Jakim byłem głupkiem, błaznem i durniem poddając się tym moim troskom, niepokojom etc. Ta kobieta cieszyła się każdą najmniejszą chwilą a z uśmiechu wyczytać można, że była szczęśliwa. A ja takimi sprawami marnowałem czas w życiu. Oczywiście, że ciemne doliny są potrzebne na drodze wzrastania. Ale jakie one mają wymiar kiedy się ogląda takie życie. Mija parę dni i spotykam brata ze wspólnoty. Od słowa do słowa i mówi mi, że wraca z adoracji bo coraz częściej nie może się pozbierać rano (myślę sobie - skąd ja to znam). Mówi, że był sam w kościele na adoracji i przyszła pewna Pani. Troszkę się zdenerwował bo usiadła prawie na ścisk obok niego gdy pusty był cały kościół. Za chwileczkę otwiera torebkę i przekazuje mu modlitwę kierując w jego stronę słowa: "myślę, że bardzo się to Panu przyda, i że potrzebuje Pan tego, i na pewno zna Pan kogoś komu po zrobieniu kopii przekaże Pan te modlitwę bo też jej potrzebuje". I w tej właśnie chwili podał mi kartkę z modlitwą:

swm1

swm2

Kiedy otrzymałem od niego tę kartkę łzy natychmiast wypełniły moje oczy. Właśnie ten obraz/wizerunek otrzymałem wtedy w głowie na modlitwie wstawienniczej. Dokładnie taki obraz Jezusa, który obejmował mnie w ramiona kiedy ksiądz mówił, że Jezus mnie przytula do siebie. I ta modlitwa... Niesamowite... Gdybym kiedyś próbował komuś przekazać jaki obraz widziałem nie byłbym w stanie tego opisać. Od tego momentu bardzo rzadko pojawiają się „nerwówki”. Trudno aby w dzisiejszym zwariowanym świecie człowiek odczuwał wyłącznie stan uszczęśliwienia. Jednak kiedy przychodzą takie stany niepokoju to intensywność ich jest zminimalizowana a ja śpiewam wtedy moją pieśń, odmawiam koronkę i akt oddania. I mówię: TAK życiu.

Przez ostatnie 3 lata moje życie zmieniło się totalnie. Teraz mogę powiedzieć, że żyję. Kiedyś tylko próbowałem żyć; oczywiście z mizernym skutkiem. Kiedy człowiek powierza swoje życie swojemu Stwórcy to jakże mogłoby być inaczej. Przecież to nasz Ojciec w niebie, który chce dbać o swoje dzieci, o każdą rzecz, sprawę, chwilę bo jako miłośnik życia jest żywotnie zainteresowany naszą codziennością.

Na zakończenie chciałbym wszystkim przekazać w jaki sposób Jezus prowadzi z nami dialog. Często mówi się, że Jezus chce z nami rozmawiać, prowadzić konwersacje, udzielać w życiu podpowiedzi, dobrych rad… Ale problem w tym, że człowiek jeśli nie jest przygotowany do tego aby słyszeć głos Boga ma utrudnione zadanie. Zazwyczaj nie radzimy sobie ze zrozumieniem tego, że Jezus z nami rozmawia bo nasze pojęcie rozmowy jest zawężone to wymiany informacji z druga osobą, np. aby pogadać z przyjacielem należy zadzwonić do niego, umówić się, spotkać i zacząć dialog. Taki obraz dialogu ma każdy z nas i jest to naturalne. Więc kiedy słyszymy, że na modlitwie powinniśmy rozmawiać z Bogiem to nasze wyobrażenie natychmiast ukierunkowane zostaje to tych naszych ludzkich pogawędek. Tymczasem z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, iż Jezus w moim życiu działa na co najmniej 4 sposoby:

1. Daje obraz w głowie – po prostu prosząc o rozwiązanie danej sytuacji pojawia się w głowie obraz danej chwili, osoby, wydarzenia…

2. Przekazuje informacje przez drugiego człowieka – i to jest najczęstsza droga komunikacji, którą wykorzystuje Pan Jezus, np. modlę się w kościele i proszę Jezusa o odpowiedz i nagle podchodzi jakaś osoba i mówi, że nie wie dlaczego ma mi coś powiedzieć ale czuje takie przynaglenie, a kiedy ona sama nie wie co tak naprawdę mówi to ja słyszę dokładnie odpowiedź na moje pytanie,

3. Czasami dosłownie i wprost otrzymuję odpowiedzi na moje wątpliwości w postaci kartek z kuli w kościele,

4. Zdarza się również, że słyszę odpowiedzi w tekstach pieśni śpiewanych w kościele podczas spotkań piątkowych,

5. Słowo Boże – wielokrotnie przekonałem się, że odpowiedzi na moje pytania otrzymuję podczas czytania Biblii, kiedy mam wątpliwości jednego dnia i przedstawiam sprawę Panu w wieczornej modlitwie lub w rozmowie z przyjacielem następnego dnia odnajduję odpowiedź czytając fragment Ewangelii.

Chcę powiedzieć, że Bóg zawsze prowadzi z nami dialog i chce być blisko nas. Tylko od naszej woli zależy czy usłyszymy i rozpoznamy Jego działanie w naszym życiu. Jezus wykorzysta każdy sposób aby przekazać nam informacje. Możemy być tego pewni. Pamiętajmy, że Bóg mieszka w ciszy. Nie pozwólmy zagłuszać Jego głosu. Świat ukierunkował nasz system postrzegania w stronę niekończącej się ilości bodźców zewnętrznych. Im bodźce są głośniejsze, im bardziej intensywne w przekazie (hałas, przemoc, wulgaryzm, nieczystość, erotyka) tym większy zamęt wokół nas i coraz trudniej o zasłuchanie się w siebie. Bóg przychodzi w ciszy kiedy zaglądamy w swoje duchowe wnętrze. Jesteśmy świątynią Ducha Św. i z naszego wnętrza, z ciszy, zazwyczaj przemawia do nas Bóg bo jesteśmy opieczętowani w Jezusie. Chrzest Św. to pieczęć odciśnięta na naszym duchowym sercu. Stempel przynależności do Boga w Chrystusie Jezusie Panu naszym.

Przepraszam za tak długie świadectwo. Chciałem najgłębiej jak to możliwe zaświadczyć o Bożym działaniu. Muszę, też wyznać, że bardzo trudno było mi zabrać się do pisania, formułować myśli i ukończyć. Tym samym pragnę zmotywować innych do świadczenia o działu Boga i przypomnieć apele księży o pisanie świadectw. Kiedy piszesz świadectwo wiedz, że jest to forma dziękczynienia i jest ono niezbędne na drodze wzrastania w Jezusie. Kiedy dajesz świadectwo budujesz brata swego. Twoje świadectwo wiary, zadziałania Jezusa w twoim życiu pracuje u tego kto je czyta/słucha odbiera. Wtedy właśnie Pan działa jeszcze bardziej, jeszcze subtelniej, jeszcze głębiej w Twoim życiu i w życiu innych bo:

„Duch Pana Boga nade mną,
bo Pan mnie namaścił.
Posłał mnie,by głosić dobrą nowinę ubogim,
by opatrywać rany serc złamanych,
by zapowiadać wyzwolenie jeńcom
i więźniom swobodę;
aby obwieszczać rok łaski Pańskiej,
i dzień pomsty naszego Boga;
aby pocieszać wszystkich zasmuconych,
aby im wieniec dać zamiast popiołu,
olejek radości zamiast szaty smutku,
pieśń chwały zamiast zgnębienia na duchu.
Nazwą ich terebintami sprawiedliwości,
szczepieniem Pana dla Jego rozsławienia.”

Iz 61, 1-3

oraz

„Do każdego więc, który się przyzna do mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.” Mt 10, 32-33

Dziś wspólnota Przymierze Miłosierdzia posługuje również w Wolsztynie, przy parafii św. Józefa. Spotykamy się w czwartki o godz. 19.30. Czuj się zaproszony… Przyjdź doświadczyć łaski Jezusa z Nazaretu. Bądźmy razem w sercu Boga !

Chwała Panu! Jezus żyje! Alleluja!

Wolsztynianin arek.


Aliança de Misericórdia | Przymierze Miłosierdzia | PM Wolsztyn
Copyright © 2013-2017 Przymierze Miłosierdzia w Wolsztynie