Dzień dobry, Szczęść Boże!

Na wstępie przepraszam, że tak długo czekałam z tym listem, ale brakowało mi odwagi by podzielić się tym co przeżyłam. Kiedy przeczytałam historie innych na Waszej stronie postanowiłam napisać swoją.

Mam na imię Krystyna i mam 56 lat. Niechętnie na prośbę chorej mamy Anny pojechałam na rekolekcje w dniu 05 stycznia 2013 r. Moja niechęć wynikała głównie z lenistwa - wstyd się przyznać, ale mojej 80 letniej mamie chciało się, mimo bardzo złego stanu zdrowia, a ja miałam ochotę poleżeć na kanapie przed telewizorem i nic nie robić po ciężkim tygodniu pracy w urzędzie. Mieszkamy z mamą same i jeśli ja nie zawiozłabym jej do kościoła to gotowa była zadzwonić po taksówkę i pojechać sama - jest uparta - więc wolałam sama zawieźć ją do kościoła żeby mieć pewność, że dotarła bezpiecznie, a za godzinę, półtorej ją odbiorę. Taka była umowa. Mama poprosiła mnie jednak żebym została z nią w kościele w razie gdyby gorzej się poczuła.

Pojechałyśmy na konferencję na godz. 15:00, mama troszkę martwiła się, że nie odmówi koronki do Bożego Miłosierdzia, a nieprzerwanie od 7 lat dzień w dzień ją odmawia - troszkę marudziła w aucie z tego powodu i miałam okazję powiedzieć jej: MAMO, PRZECIEŻ SAMA CHCIAŁAŚ TAM JECHAĆ, MOGŁAŚ ZOSTAĆ W DOMU I ODMÓWIĆ W SPOKOJU KORONKĘ. Ale pohamowałam się. Całe szczęście, bo musiałabym się z tego wyspowiadać, a to co przeżyłam wraz z mamą po konferencji przerosło moje oczekiwania. Nomen omen koronka też była. Nie mam słów by opisać moje i mamy przeżycie podczas adoracji i modlitwy o uzdrowienie duszy i ciała. To było coś wspaniałego. Bóg dotknął mego serca w taki sposób, że wstyd było mi przed samą sobą, a co dopiero przed mamą czy innymi ludźmi. Uświadomiłam sobe idąc w ciemnym tunelu - miałam zamknięte oczy - że moja mama jest teraz dla mnie najważniejszą osobą. Że powinnam z całych sił i z całego serca jej pomagać, być dla niej wyrozumiała, zabierać ją wszędzie tam gdzie zechce, a jeśli chce być blisko Boga to ja powinnam się uczyć od niej tej postawy. Szłam tunelem, łzy same cisnęły się do oczu, nie mogłam nad tym zapanować, choć jako dość surowy urzędnik potrafię radzić sobie z emocjami. Tym razem nie umiałam, to było silniejsze.

Gdy podeszłam do przodu i otworzyłam oczy ujrzałam jasne światło i mamę nad którą modlił się ksiądz. Nie mogłam do niej wtedy nie podejść. Obraz Maryji który wisi u nas w domu nad łóżkiem mamy od razu pojawił się w mojej głowie. O dziwo, moja mama była nadzwyczaj spokojna. Nie płakała, uśmiechała się. Choć to ona zawsze była bardziej wrażliwa i wszystko ją wzruszało. Aż trudno było i jest mi do tej pory w to uwierzyć.

Chciałabym podziękować, Panu Bogu za działanie, którego w swoim 56 letnim życiu nie potrafiłam dostrzec, byłam leniwa na Jego głos, Wspólnocie za przepiękne dzieło, które wydaje owoce, może jeszcze niedojrzałe, ale na drzewie już wiszą. Modlimy się z mamą razem z Wami codziennym planem o rozeznanie dla Wspólnoty choć tak naprawdę trudno nam to wszystko zrozumieć. Tylko raz było mi do tej pory dane uczestniczyć w czwartowym spotkaniu, gdyż muszę opiekować się mamą. Wymaga już w tej chwili całodobowej opieki i jak wracam z pracy i zmieniam opiekunkę to do późnych godzin wieczornych trwam przy mamie, która od czasu rekolekcji jest dla mnie najważniejsza. Czekamy na kolejną modlitwę czy mszę św. z modlitwą o uzdrowienie duszy i ciała. Z pewnością zabiorę wtedy mamę i przybędziemy. Bóg zapłać za wszystko.

Krystyna


Aliança de Misericórdia | Przymierze Miłosierdzia | PM Wolsztyn
Copyright © 2013-2017 Przymierze Miłosierdzia w Wolsztynie