Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Był 3 stycznia 2013 roku. Przeddzień tak bardzo oczekiwanych rekolekcji. Pierwszych rekolekcji inicjujących Wspólnotę Przymierze Miłosierdzia w Wolsztynie. A my na oddziale dziecięcym z naszą 2,5 letnią córką Mają czekamy na decyzję lekarza czy czeka nas hospitalizacja – diagnoza: przewlekłe zapalenie oskrzeli. Z powodu braku miejsc wracamy do domu, ale jesteśmy w kontakcie telefonicznym z lekarzem prowadzącym, który na do widzenia oznajmia: „Jeśli do soboty rana temperatura nie spanie, to zapraszam na oddział.” Płakaliśmy razem z naszą córką, która przelewała nam się przez ręce i nie mogliśmy Jej pomóc, a do tego dochodziła myśl, że jeśli Jej stan zdrowia nie ulegnie polepszeniu to cały weekend spędzimy w szpitalu. 4 stycznia 2013 rano (imieniny Angeliki) temperatura rośnie do 40,3 stopnia Celsjusza, lekarz karze zwiększyć dawkę antybiotyku i czekać do soboty rana.

Tego samego dnia przyjeżdżają tak bardzo wyczekiwani misjonarze ze Szczecina i już w drodze z Poznania do Wolsztyna pytają kierowcę (Arka) o naszą córkę. Wszyscy modlili się za Maję, misjonarze także. Noc z piątku na sobotę okazuje się być cudem od Pana Boga. Maja w sobotę rano wstaje uśmiechnięta, bez gorączki, jeszcze słaba, ale zdrowa… Nie mamy wątpliwości, że to moc modlitwy sprawiła, że Jej stan zdrowia uległ polepszeniu, możemy zawieźć Ją do dziadków, a sami uczestniczyć i posługiwać w rekolekcjach.

Musicie wiedzieć, że nasza wspaniała córka jest najprawdziwszym cudem od Boga. Od samego początku naszego małżeństwa – rok 2006 staraliśmy się o potomstwo. Bez większych sukcesów, po pół roku zaczęliśmy wędrówkę od lekarza do lekarza i to po całej Polsce. Wydaliśmy na to tysiące złotych. Bezgranicznie wierzyliśmy wtedy w moc każdego kolejnego lekarza, do którego trafialiśmy. Pani Basia z Sulechowa ze Wspólnoty pamięta nas na przykład bo była położną w Sulechowie u jednego z doktorów, do którego trafiliśmy (to nie jest zbieg okoliczności, że znów Ją spotykamy).

W 2009 roku trafiliśmy na wizytę do pewnej pani profesor do Poznania. Ponad 70 letnia wtedy lekarka przyjęła nas bardzo chłodno. Dała skierowanie na badania do szpitala na ul. Polną. Wizytę podsumowującą hospitalizację u tej samej profesor mieliśmy we wrześniu 2009 roku. Jechaliśmy wówczas na omówienie wyników badań. Pani profesor stwierdziła, że coś z hormonami Angeliki jest nie tak i przepisuje leki, po których w następnym miesiącu na 100% nie wystąpi jajeczkowanie więc przygotowuje Angelikę psychicznie do tego, żeby znowu nie płakała, że nie jest w ciąży, bo w październiku w ciążę nie zajdzie i szkoda naszych nerwów.

Maja została poczęta 16 października - w rocznicę Pontyfikatu Jana Pawła II - dokładnie w miesiącu, kiedy nie było szans na to, żeby zajść w ciążę. W tym dniu moja matka chrzestna bez naszej wiedzy, ofiarowuje będąc na wycieczce w Częstochowie intencję za nas i odbyła się tego dnia Msza Św. o dar potomstwa dla nas. W listopadzie 2009 roku ponownie jedziemy do naszej profesor, aby pokazać jej zdjęcie USG zrobione u innego lekarza w Wolsztynie. Profesorka nie dowierzała i wysłała nas na identyczne badanie do szpitala na Polną by potwierdzić ciążę (nie miała wtedy urządzenia USG w swoim gabinecie). Wróciliśmy z takim samym zdjęciem, a ona powiedziała wzruszona: „MIELIŚCIE PAŃSTWO PANA BOGA ZA PLECAMI. To 3 przypadek w mojej prawie 50 letniej pracy zawodowej kiedy wiem na 100% że to dziecko jest z nieba”. Płakaliśmy jak szaleni.

Wracając do styczniowych rekolekcji - działy się rzeczy wielkie. Kto był ten wie. W tydzień po rekolekcjach w nasze odnowione serca wdarł się niepokój: trudna sytuacja u żony w firmie, zmiany personalne, zmiana godzin pracy do wieczornych i niepewność co stanie się dalej, jeśli Angelika zostanie bez pracy, a my z zobowiązaniami do płacenia co miesiąc. Pomyśleliśmy: „znowu mamy pod górkę, dopiero co Maja wróciła do siebie po chorobie, a tu z drugiej strony strzał od tego, którego tak bardzo chcemy się wystrzegać!” Sytuacja uległa pogorszeniu, Angelika zostaje bez pracy. Stany depresyjne, apatia, brak chęci do życia. Nie pozostaje nam nic innego jak modlitwa, codzienna wspólna modlitwa dwóch klęczących małżonków trzymających się za ręce powtarzających: „Panie Jezu, troszcz się TY, Panie Jezu oddajemy Ci wszystko co mamy…” Mija kilka tygodni i dostaję propozycję dodatkowej pracy, która w dodatku będzie połączeniem przyjemnego z pożytecznym – mam grać na basie w zespole. Ucieszyliśmy się bardzo bo to szansa na zarobienie dodatkowych pieniędzy, by wykaraskać się z tego, co na nas ciąży.

Chwalimy za to Pana, wielbimy Jego imię z jeszcze większą mocą , by dalej działał w naszym życiu. Minęło kilkanaście dni i pojawia się oferta pracy w skrzynce mailowej Angeliki. Pojawiają się pewne wątpliwości czy powinna aplikować na to stanowisko, ale szybko zostają one rozchwiane podczas wieczornej modlitwy. Kolejne etapy rekrutacji na to stanowisko Angelika przechodzi z pokojem w sercu, z uśmiechem na ustach, które wciąż wypowiadają: „Panie Jezu, troszcz się Ty…” Do tego, cotygodniowe, czwartkowe spotkania Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia dodają nam mocy – mocy Ducha Św.! I co się dzieje dalej? Angelika przechodzi 3 etap rekrutacji i dostaje tą pracę! Jednym z szefów jest nasz wspólnotowy brat, który okazuje się być przede wszystkim przyjacielem! Nie ma zbiegów okoliczności w takich sytuacjach.

W kwietniu odbyły się rekolekcje Ruah, na które przyjechali misjonarze, a jedna z misjonarek – Paola, nocowała u nas w domu co okazało się być błogosławieństwem dla naszej rodziny. Nie ma dnia żeby nasza córka Maja nie wspominała wizyty misjonarzy u nas w domu, choć od tamtej pory mieliśmy już wielu innych gości. Rekolekcje to czas ogromnej łaski, czegoś takiego żadne z nas nie przeżyło. Radość , łzy, euforia i ciepło na sercu. Nie chciało nam się wracać do domu (Maja była u najwspanialszych na świecie dziadków). Ale od razu pomyśleliśmy o tym, że w maju będzie wyjazd na Misericordia Fest do Białegostoku i robimy wszystko, by stan łaski od Pana Jezusa trwał cały czas. W międzyczasie usłyszałem zaproszenie do uczestnictwa w więzach przyjaciół Przymierza Miłosierdzia i rozeznaję w swoim sercu czy zawierzyć Panu Jezusowi WSZYSTKO i złożyć przyrzeczenie na Misericordia Fest w Białymstoku. Jestem szczęśliwy, kiedy dostaję potwierdzenie na adoracji, że to Pan Jezus mnie wybrał i chce bym przynosił owoc obfity. Kolejnym tego potwierdzeniem było działanie Ducha Św. podczas wyjątkowej, niedzielnej modlitwy o. Antonello i o. Enrique na Misericordia Fest, kiedy to po raz pierwszy w życiu doznaję spoczynku w Duchu Św. Łzy same cisną się do oczu, a radość jest wszechobecna.

W końcu, po popołudniowej Mszy św. z ogromnym wzruszeniem z moich ust padają słowa przyrzeczenia Więzów Uczestnictwa: „Ja Janusz, Pociągnięty i zanurzony w Twojej Miłości Miłosiernej, bezinteresownie i z serca ofiaruję...”

Bardzo przepraszamy za tak długie świadectwo, ale nie dało się krócej opowiedzieć tej niezwykłej historii zapisanej już na kartach naszej przeszłości, kiedy spotkaliśmy Jezusa i chcemy iść razem z Nim już na zawsze! W tym miejscu z całego serca dziękujemy mamie Gabrysi i tacie Zygmuntowi za opiekę nad naszą córką, całej naszej Wspólnocie, z Koordynatorami na czele, za tak wspaniałe dzieło. Członkom Wspólnoty, którzy stali się dla nas prawdziwą rodziną w tych najtrudniejszych dla nas dniach za okazaną pomoc, wsparcie duchowe, a nawet chęć pomocy materialnej. To wspaniałe być wśród Was na chwałę Pana! Wszyscy jesteśmy potrzebni. Bądźmy razem w sercu Boga! +

Angelika i Janusz


Aliança de Misericórdia | Przymierze Miłosierdzia | PM Wolsztyn
Copyright © 2013-2017 Przymierze Miłosierdzia w Wolsztynie