Jestem żoną i matką troje dzieci. Chcę opowiedzieć świadectwo z ostatnich wydarzeń życia. Zaszłam w ciążę po raz kolejny, trafiłam do szpitala, ponieważ lekarz twierdził że to nie ciąża, a torbiel. Okazało się, że jest ciąża i to bliźniacza byliśmy z mężem w szoku, ale szczęśliwi. Skoro Bóg chce i nam daje …, ale komplikacje, każdego dnia inna diagnoza. Że jest to ciąża pozamaciczna, cały czas się modliłam, rodzina i znajomi. Ostatecznie okazało się, że ciąża jest nieprawidłowa i umiera płód. Szybko musiałam zgodzić się na usunięcie. Ja nie bałam się, że mi coś się stanie, zaufałam Bogu i powierzyłam wszystko Jemu. Ponieważ było ryzyko, że ciąża nieprawidłowa może mi zagrażać. Ze smutkiem podpisałam. Wiedziałam, że muszę jeszcze być dla dzieci w domu. Był to najtrudniejszy podpis w życiu. Pomyślałam: muszę zaufać lekarzom od tego są, Jezu jeśli chcesz mnie doświadczać … niech się dzieje Twoja wola. Ale byłam zmieszana, ponieważ dzień wcześniej wieczorem lekarz wziął mnie na USG i powiedział, że nie łudzi mnie, ale są zmiany. Widziałam zarodek w macicy, już się cieszyłam że to cud. A rano całkiem inna diagnoza.
    Gdy mnie skulneli na łóżko ocknęłam się. Pomyślałam Ciebie Boże już nie ma, już się nie modlę.
    Mąż mnie odebrał, dzieci się mocno stęskniły, uradowane cały dzień mi opowiadały, pokazywały co Mikołaj im przyniósł. A ja niby wróciłam do domu, ale nie do końca. Twarda jak głaz odarta z resztek godności. Lekarze traktowali mnie od początku rzeczowo; wiadomo to ich praca. Na początku wielokrotnie pytali, że co 500+ że na kasę chcę mieć dzieci. Czułam się jak we śnie, jak śmieć. Raczej dzieci biorą się z miłości i dla miłości … .
    Rankiem mąż zawiózł dzieci do szkoły i przedszkola, a ja usiadłam w kuchni siedzę i patrzę przed siebie. Pomyślałam. Ładnie teraz dopiero będzie. Czułam pustkę. Zadzwoniła mama: „Jak się czujesz?” Mówię źle; jakąś mam dziurę w sobie. Mama mówi: to odtrącaj to od złego pochodzi. Wiem co to depresja, ponieważ tata chorował na nią.
    Pomyślałam- spowiedź. Czym prędzej spowiedź.
    Powiedziałam księdzu tylko co się stało, a Jezus się tym zajął nie byłam w stanie racjonalnie pomyśleć o grzechu- o odrzuceniu Boga przeze mnie. Jezus wypełnił moją pustkę. Brak mi słów by to opisać. Wiem, że starałam się o depresję, a kto miał styczność to wie co to jest. Przyjmuję Jezu od Ciebie to uzdrowienie i chwalę Cię za nie. Chwała Tobie Panie. Jezus jest najlepszym lekarzem duszy i ciała.
    Bądź uwielbiany Panie Jezu. Polecam Bogu kobiety, które poroniły, które straciły swoje dzieci.
Jezu wypełniaj tą pustkę i uzdrawiaj te rany. Dzieciątka są z Maryją najlepszą matką są utulone Jej miłością. Ponieważ dzieci od poczęcia mają daną przez Boga duszę.
    Bóg wystawił mnie na próbę. Moją wiarę. W trakcie uzdrawiania przypomniałam sobie słowa modlitwy zawierzenia Maryi „ ... choćby bolało i choćbym nie rozumiała dlaczego to się dzieje, o Różo Męki i Chwały …” Fajnie się odmawia modlitwy, gdy jest wszystko ok. Ale później trzeba tą modlitwę przyłożyć do życia. Przepraszam, ale to świadectwo może w 2% wyraża, co czułam, czego musiałam podjąć.
Dziękuję ci Jezu, że po raz kolejny w życiu mnie ocaliłeś. Szczęść Boże.
Pan Jezus niekiedy wymaga od nas ofiary. Doprowadza do sytuacji trudnych, by wydobyć dobro. Jezus uzdrawia raz i nieodwracalnie; to my nieraz wątpimy wychodząc po nabożeństwie z uzdrowieniem, że poczuliśmy ciepło, łaski, ale później przychodzi zwątpienie. Zły chce nam skraść to słowo, uzdrowienie, nie wierzymy i ból czy jakieś zniewolenie powraca. Brak nam wiary w moc uzdrowienia.
    Po tym wszystkim co napisałam może ktoś powiedzieć, że to nie tyle spowiedź mi pomogła, ale wystarczyło porozmawiać z kimś. Tylko zwykły człowiek nie uzdrowi duszy. Tylko Jezus! Często przez ręce kapłańskie i naszą wiara.

Agnieszka


Aliança de Misericórdia | Przymierze Miłosierdzia | PM Wolsztyn
Copyright © 2013-2017 Przymierze Miłosierdzia w Wolsztynie