Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników" ( Łk 5,31 ).

Moje cudowne nawrócenie, spotkałem Jezusa, modlitwa czyni cuda. Wolą Bożą dla mnie jest moja świętość, moim bogactwem jest być w sercu bliźniego.

Tak, byłem wielkim grzesznikiem. Co znaczy byłem, może nadal nim jestem?

W mojej ocenie, pozostanę nim do końca moich dni, po mimo przeprowadzonego rachunku sumienia, wielokrotnego jego korygowania, szczerego żalu za grzechy, odbycia spowiedzi generalnej i otrzymania rozgrzeszenia. Świadomość ciężkości grzechów, kwestia winy, pokuty, oraz sumienia, to proces ustawicznego nawracania w wierze, który z pewnością będzie trwał jeszcze wiele lat.

Moje życie do marca 2011 roku było Przymierzem z szatanem. Mogę z wielką odpowiedzialnością powiedzieć, że jestem przykładem modelowej autodestrukcji, efektem której był mój totalny upadek i sięgnięcie do przysłowiowego dna. Moje życie to amplituda wzlotów i upadków. Bogactwo przeżyć i skutków euforii grzechów mogło by być kanwą wielu scenariuszy filmowych. Demon zła skutecznie i konsekwentnie prowadził mnie ścieżkami, gdzie daleko było do Boga. Zagłuszał moje sumienie dając mi cztery rzeczy, którymi łatwo przekupić męską próżność, a mianowicie: szybką karierę zawodową, własną firmę, duże pieniądze, powodzenie u kobiet. Tak mnie opętał, że chwilami nie wiedziałem czy ja żyję w realnym świecie, czy w świecie fikcji.

Zacierała się coraz bardziej granica pomiędzy prawdomównością, a kłamstwem. On jednak konsekwentnie podsuwał coraz to nowe pomysły, dawał, dawał, a jak było potknięcie, czy też porażka i zagrożenie, jakimś dziwnym sumptem powodował, że zawsze spadałem na przysłowiowe cztery łapy. Trwało to wiele lat i wydawało mi się, że szczęście mi dopisuje i tak to już będzie zawsze. Ponadto moje życie to dwa oblicza, to nie tylko zło i grzech, ale dobro nawet ponad przeciętność. Brałem od życia dużo, ale i bardzo dużo dawałem rodzinie, oraz bliźnim. Nie potrafiłem odmówić pomocy osobie potrzebującej i przejść obojętnie obok krzywdy czy też biedy ludzkiej. O jak w wielkim byłem błędzie, zafundowany świat iluzji zaczął się rozpadać. Szatan powoli upominał się o to co mi dał, czyli o moją duszę. Z miesiąca na miesiąc dopadały mnie najpierw mniejsze, a potem coraz większe kłopoty. Nie dzieląc się nimi z moimi najbliższymi, nie radząc się, popadałem w coraz większą depresję, wykonywałem dziwne i niezrozumiałe ruchy, podejmowałem irracjonalne decyzje. Do tego ludzie z tamtego świata, z dnia na dzień się odwrócili, wykorzystali, niektórzy z którymi byłem bardzo blisko mnie oszukali.

Z dnia na dzień straciłem pracę, w firmie zaczęło iść z miesiąca na miesiąc gorzej, topniały dochody, zacząłem tracić grunt pod nogami. Demon działał dalej powodował, że napięcie rosło, fundował więcej i więcej kłopotów i chichotał mówiąc- mam ciebie. Podsuwał mi różne natręctwa, podpowiadając , nie masz już szans poddaj się i tak pojawiały się myśli samobójcze i poszukiwanie sposobu , miejsca na tak desperacki krok. Przed tym krokiem uratowali mnie moi najbliżsi tj. moja żona i dzieci, którzy w porę odkryli co się ze mną dzieje. Przypuszczam, że był to moment kiedy Jezus zaczął realizować swój Boży plan. Nie pozwolił zwyciężyć szatanowi, dlatego też posłużył się moją rodziną, która pomogła mi się przebudzić z życiowego letargu, wlała we mnie iskierkę nadziei, zaczęła mnie wspierać i trwać przy mnie na dobre i złe.

Był to okres, kiedy zadawałem sobie wiele pytań, szukałem odpowiedzi na kuriozalne pytanie - dlaczego? W tym wielomiesięcznym poszukiwaniu, często błądzeniu, odwoływałem się do Boga, ale zaraz potem traciłem nadzieję, bo byłem za mało cierpliwy. Oczekiwałem zmian, dziś tu i teraz i to zawsze na lepsze. Zawiedziony raz się do niego zbliżałem innym razem oddalałem. Raz się na niego gniewałem, innym razem przepraszałem i wylewałem morze łez. Szukałem pojednania z nim, szukałem możliwości spowiedzi w formie rozmowy życia. Czyniłem różne starania, ale zawsze nie było mnie i Bogu po drodze. Pewnie Pan Bóg miał swój plan i wiedział, że jestem jeszcze do tego nie gotowy. W tym też czasie trafiła niespodziewanie w moje ręce książka Glorii Polo pt. "Trafiona przez piorun". Ja, po jej przeczytaniu, także zostałem porażony, szczególnie po przeczytaniu fragmentu, gdzie Pan Bóg przeprowadza Glorię Polo przez tzw. spowiedź życia. Nagle doznałem olśnienia, idziesz w dobrym kierunku szukając pojednania z Bogiem, bo twoje dotychczasowe życie wymaga gruntownego remanentu, zadawałem sobie pytanie czy aby na pewno moje wszystkie, poprzednie spowiedzi były ważne?

Żyjąc w tym powolnym odkrywaniu Boga, nagle szatan znowuż wzmógł swoją aktywność i podsunął mi moją serdeczną koleżankę, która zaproponowała mi wizyty - seanse u bioenergoterapeuty jako remedium na moje kłopoty, opowiadając mi przekonywująco, czego doświadczyła korzystając z usług tej osoby. Płynące korzyści przedstawiła w samych superlatywach. Znowu zwątpiłem, uwierzyłem ułudzie i poddałem się kilku miesięcznej ogłupiającej terapii. Podczas tej pseudo kuracji duszy i ciała, w Wielkim Poście 2011 roku, po raz pierwszy Spotkałem Jezusa. Było to podczas trzydniowych rekolekcji z udziałem red. Leszka Dokowicz. Jego osobiste świadectwo nawrócenia, głoszone konferencje, prezentowane filmy, odprawiane przez ks. Piotra msze św. w intencji o uzdrowienie duszy i ciała, połączone z adoracją Najświętszego Sakramentu, modlitwami do Ducha Św. modlitwą i błogosławieństwem kapłana przez nałożenie rąk, wszystko to sprawiło, że Jezus powalił mnie z nóg. Właśnie, w czasie tych cudownych dni Jezus mnie dotknął pokazał jak bardzo nas kocha, jak bardzo jemu na nas zależy i jak zależy Jemu właśnie na mnie.

Był to szczególny czas ogromnych przeżyć, a widok rozmodlonych, często zapłakanych, ale zarazem bardzo szczęśliwych ludzi spowodował, że i ja padłem na kolana, poczułem ogromne pragnienie wielbienia Jezusa, pragnienie natychmiastowego Jego przeproszenia, oraz pójścia jak najprędzej do spowiedzi św. Po raz pierwszy raz w życiu poczułem obecność Jezusa wśród nas. Jego obecność w kościele powodowała, że zgromadzeni tam ludzie promieniowali miłością do Niego jak i do siebie nawzajem. Refleksja, będąca następstwem przeżytych rekolekcji, obejrzanych filmów i wcześniejszej lektury książki Glorii Polo, nasuwała się tylko jedna : Chwała Tobie Panie, jak mogłem w Ciebie wątpić Panie. Pan Jezus w czasie tych pięknych dni potwierdził słowa z ewangelii J 3,16 "Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne".

Po rekolekcjach poprosiłem ks. Piotra o spowiedź generalną, która była dla mnie wielkim przeżyciem i pierwszy raz w życiu, z ogromną radością mogłem przyjąć do swojego serca Jezusa. Po tym wielkim doświadczeniu zawierzyłem siebie i moją rodzinę Jezusowi, wypełniłem dzień intensywną modlitwą, a również postanowiłem, czas tych rekolekcji nie może się skończyć na tym etapie, moje nawracanie to musi być proces ciągłych rekolekcji - pogłębiania wiary w Chrystusie Jezusie. Odtąd spotykam Jezusa codziennie. Tak, spotykam Jego i czuję Jego obecność każdego dnia. Moje osobiste rekolekcje to: częste spotkania i wzajemna konwersacja z Jezusem przed ołtarzem adoracji, to osobista i rodzinna modlitwa, to piątkowe spotkania z Jezusem wraz ze Wspólnotą Przymierza Miłosierdzia, w trakcie których czuć Jego obecność, a ludzie dostępują łaski uzdrowienia duszy i ciała, to lektura pisma św. to wydawnictwa i filmy o tematyce religijnej, głoszone konferencje i wywiady z udziałem o. Antonello Cadeddu i o. Joao Henrique to rekolekcje "Ruah", "Kana", to spotkania w tzw. małych grupkach Wspólnoty Przymierza Miłosierdzia, to rekolekcje z udziałem o. Antonello Cadeddu i o. Jamsem Maniacalem, to wreszcie bezpośredni kontakt i rozmowy z siostrami i braćmi ze Wspólnoty.

Gdzie jeszcze spotykam Jezusa? Zawsze w trakcie wylewania darów Ducha Świętego oraz w następstwie modlitwy i błogosławieństwa przez nałożenie rąk, kiedy otrzymuję łaskę spoczynku w Duchu Św. Jest to niesamowite przeżycie, kiedy czuje, że Jezus przytula mnie jak ojciec syna, kiedy Jego ciepło i miłość przenika moje ciało, kiedy ładuje moje życiowe akumulatory na kolejne dni i tygodnie. Jego bliskość koi mój ból, smutek i tęsknotę za moimi ziemskimi rodzicami. Najpiękniejsze doznania, prawdziwa uczta duchowa i taki przysłowiowy kopniak, to rekolekcje z o.Antonello i o.J.Maniacalem. To też szczególny wymiar spotkania z Jezusem miłosiernym. Pierwszy raz w swoim życiu spotkałem świętych księży, do tego inżynierów dusz. Głoszone przez nich konferencje są głosem Jezusa, są prostym tłumaczeniem pisma św. są drogowskazem dla nas ludzi obdarowanych Bożą miłością. Emanuje z nich nieprawdopodobna miłość do Boga i do bliźnich. Ich bezinteresowna miłość do nas, niesiona dobra nowina o potrzebie naszej świętości oraz ich posługa charyzmatami, przekonuje nawet tych najbardziej wątpiących co do istnienia, wielkości Trójcy Przenajświętszej. Za przyczyną ich posługi Jezus często przemawia do nas bezpośrednio.

Tej łaski dostąpiłem w trakcie rekolekcji głoszonych przez o. J .Maniacala, w Czarnkowie, kiedy ojciec błogosławiąc nas przez nałożenie rąk podszedł do mnie i powiedział Pioter, położył ręce na mojej głowie, a ja upadłem i dostąpiłem niezapomnianego spoczynku w Duchu Św. Nie było by to tak wyjątkowe, gdyby nie ten bardzo istotny dla mnie szczegół, a mianowicie słowo Pioter. Mam przecież na imię Piotr, ale Pioter mówił zwracając się do mnie tylko mój ukochany i niezapomniany teść Maksymilian. Upadłem zaraz na kolana bo uświadomiłem sobie, mój teść, który całe swoje życie podporządkował Jezusowi, który wielbił jego każdego dnia, który dziękował Jemu za nawet najmniejsze dobro, który podziwiał świat i wszystkie żyjące istoty oczami Stwórcy, który Jego i swoją Rodzinę kochał ponad wszystko, który wielokrotnie mówił "Najpiękniejsza śmierć to umrzeć w kościele" i tej łaski dostąpił, jest tutaj razem ze mną i jest ze mnie dumny, bo tak jak On pokochałem Jezusa. Uzyskałem potwierdzenie, że mój teść jest już w niebie, że cały czas za nas się modli i na nas tam czeka. To było niesamowite przeżycie, modliłem się do Jezusa, dziękowałem i wtedy Jezus podsunął mi takie zdanie "Kocham Ciebie, proszę przyprowadź do mnie całą twoją rodzinę".

Inne doświadczenia spotkania z Jezusem i Jego Boże działanie, to modlitwa czyni cuda. Mk. 11,24 "Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie". Odkąd spotkałem Jezusa, modlitwy w różnych intencjach kieruje do Niego, nieprzerwanie i codziennie. Modlitwy są moim dziękczynieniem za wszelkie otrzymane łaski, są też prośbami o Boże błogosławieństwo i Jego pomoc. Pierwszą wysłuchaną przez Jezusa modlitwą była modlitwa z 2 sierpnia 2011 roku, kiedy rzuciłem palenie papierosów i poprosiłem Jego aby mi pomógł wyjść z tego nałogu, oraz aby skutki odstawienia tego okropnego nałogu, były dla mnie i dla mojej rodziny jak najmniej dolegliwe. I co się stało - do dzisiaj nie palę, nie wiem co to głód nikotynowy, papierosy przestały mnie kusić, mogę w wielkim komforcie bez nich żyć. Jest to dowód na to, że Jezus jest ze mną i On mnie uzdrowił z nałogu nikotynowego.

Drugą i to wielce wymowną była moja prośba, którą złożyłem na ołtarzu, podczas Mszy św. odprawianej przez o. J. Maniacla podczas rekolekcji w Czarnkowie, w intencji uzdrowienia mojej żony, z choroby tzw.. haluksów . Tą samą intencję złożyłem wspólnie z żoną już w Buku, podczas mszy o uzdrowienie duszy i ciała sprawowanej przez ks. Piotra, tydzień po pobycie w Czarnkowie. Tam tego piątkowego wieczoru, żona z ogromnym bólem i wysiłkiem przyszła do kościoła. Siedząc w ławce nie wiedziała, jak ułożyć stopy, aby nie bolały. W trakcie adoracji Najświętszego Sakramentu, ks. Piotr wypowiedział znamienne dla nas słowa : jest tutaj razem z nami kobieta, która przyszła tutaj z ogromnym bólem stóp, ma opuchnięte nogi , ma kłopoty z założeniem i noszeniem obuwia, ale Pan Jezus w tej chwili ją uzdrawia i zdejmuje z niej ból. I co się dzieje ból natychmiast ustępuje, a żona klęczy w ławce, nie wierzy w cud, który się właśnie wydarzył i płacze z radości.

Do domu wracamy jak nastolatkowie, płacząc i dziękując Jezusowi za tą szczególną łaskę uzdrowienia. Nasze szczęście nie trwało jednak długo, ponieważ po dwóch dniach spokoju, ból powrócił. Nastąpiła konsternacja i pytanie : dlaczego? Podziękowaliśmy, żona przyjęła uzdrowienie, więc dlaczego? Zaczęliśmy się modlić i odpowiedź przyszła po kilku dniach : Jezus podpowiedział, idź śmiało córko na operację usunięcia haluksów, a jak tak poprowadzę chirurga i jego ręce, aby ta operacja się powiodła. Przyszła i dla mnie podpowiedź: Jezus swoim uzdrawiającym działaniem chce mi pomóc wypełnić Jego wolę, abym przyprowadził do Niego całą moją rodzinę. Ten znak ma sprawić, aby było mi łatwiej przekonać do Jezusa tych co wątpią, aby uwierzyli w to co mówi ewangelia Ł 1, 37 "Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego".

Są i inne dowody, że modlitwa czyni cuda jak np. modlimy się w rodzinie aby dobry Jezus a nasz Pan pomógł nam rozwiązać ważny problem i ta podpowiedź przychodzi. Innym razem mówimy Jezus już nie mamy siły, troszcz się Ty i co się dzieje, brakuje dalszych zamówień w mojej prywatnej firmie i one przychodzą, następnym razem brakuję nam pieniędzy aby zamknąć nasz miesięczny domowy budżet, bo wyskoczyły niespodziewane wydatki i przychodzi listowne zaproszenie z banku w którym kiedyś mieliśmy rachunek bankowy, po odbiór pieniążków, które znalazły się w wyniku czyszczenia kont - spadły mówiąc wprost z nieba. Jak nie można kochać Jezusa i dziękować. Czyż wiara i modlitwa nie czyni cudów.

Te osobiste doświadczenia utwierdzają mnie w przekonaniu, że wolą Bożą jest moja i wszystkich ludzi świętość. Zanim wyjawię interpretację mojej świętości, pragnę się z Wami siostry i bracia, podzielić się refleksją na temat Wspólnoty Przymierza Miłosierdzia i "tego co się dzieje w Buku".

Jest mi smutno, że tak niewielu z naszej wspólnoty parafialnej zdaję sobie sprawę z tego, co tak naprawdę dzieje się w Buku. Jak wielkiej łaski dostąpiliśmy od naszego Pana Jezusa Chrystusa, jak wielką miłością obdarował, właśnie nas - naród Polski i naszą bukowską społeczność. Boży plan wobec narodów Ameryki Południowej, Afryki i Polski (tylko nasz kraj wymienia się z nazwy) jest wielkim dziełem nowej ewangelizacji, w duchu odnowy charyzmatycznej. Pan Jezus zaprasza nas do tego dzieła i traktuje nas po części jako naród wybrany.

W latach 30-tych ubiegłego stulecia o swoim planie informuje świętą Faustynę Kowalską następującymi słowami : "Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje" Z niej wyszła iskra, nasz największy narodowy skarb, umiłowany nasz Papież Jan Paweł II. To właśnie On odkrył przed kościołem fenomen siostry Faustyny, to on wprowadził do kanonu wiary Miłosierdzie Boże, to On ustanowił Święto Miłosierdzia Bożego, zgodnie z życzeniem Jezusa. W dzienniczkach siostry Faustyny Jezus szczególny nacisk kładzie na miłosierdzie, jako szczególny dar, dla ludzi, którzy zechcą się nawrócić. Dla przykładu kilka cytatów z Dz.S.Faustyny : "Powiedz, córko moja, że jestem miłością i miłosierdziem samym ... O, gdyby znali grzesznicy miłosierdzie moje, nie ginęłaby ich tak wielka liczba. Mów duszom grzesznym, aby się nie bały zbliżyć do mnie, mów o moim wielkim miłosierdziu".

Jezus posłużył się tymi Wielkimi Osobami aby wdrożyć w życie swój Boży plan dotyczący tzw. nowej ewangelizacji i powołał do tego szczególnego zadania 5- ciu ojców zakonnych, którzy z Jego woli zostali obdarowani szczególnymi łaskami i stali się największymi współczesnymi charyzmatykami. Są to : o. James Maniacal, o. John Boshabora, o. Antonello Cadeddu , o. Joao Henirque , oraz nieżyjący już o. Rufus Pereira. Właśnie nich Jezus wyposażył w szczególny dar głoszenia charyzmatycznych konferencji, sprawowania liturgii mszy św. o uzdrowienie duszy i ciała, połączonej z adoracją Najświętszego sakramentu i modlitwą o wylanie darów Ducha Świętego. Za sprawą Jezusa, ich posługa i modlitwa czyni cuda. Ludzie doznają licznych uzdrowień duszy i ciała, stają się gorliwymi wyznawcami Jezusa, a każdy kto spotka ich na swojej drodze staje się żywym świadkiem Chrystusa. Wszystkie to osoby swój początek posługi i inspirację zawdzięczają lekturze Dzienniczków S.Faustyny. Wszyscy oni, w głoszonym słowie, potwierdzają Boży plan jaki przygotował dla Polski Jezus Chrystus. Wszyscy, oni w swoim kalendarzu rekolekcyjnym Polskę stawiają na pierwszym miejscu, np. o. Mamiacal 45% swoich ujawnionych rekolekcji głosi w Polsce.

Czy to aby napewno przypadek ? Chyba nie, to jest właśnie Boży plan. My, Polacy i społeczność bukowska zostaliśmy zaproszenie do jego realizacji. Pan Jezus nie bez powodu przysłał do Szczecina, Białegostoku, Warszawy, Czarnkowa i Buku naszych ojców o. Antonello Cadeddu i o. Joao Henirque. Przysłał tych wielkich ludzi, do tak małego miasta jakim jest Buk i pozwolił założyć przy naszej parafii Wspólnotę Przymierza Miłosierdzia. Równolegle skierował do posługi w tej parafii ks. Piotra Pieprza, którego wybrał na opiekuna tej Wspólnoty. Wreszcie obdarzył ks. Piotra wieloma łaskami i charyzmatami, dzięki którym jego posługa sprawia, że Wspólnota Przymierza Miłosierdzia stała się żywym filarem naszego bukowskiego /i nie tylko / kościoła. Nie bez powodu ojcowie, za sprawą Jezusa prosili o ustanowieniu w naszym kościele Ołtarza Wiecznej Adoracji. Widać z tego, że Jezus w szczególny sposób umiłował nasze miasto i odkąd jest on codziennie w ołtarzu adoracji, czuć nie spotykany klimat i miłość do niego ludzi odwiedzających i przyjeżdżających na piątkowe mszę święte i nabożeństwa. Przyjeżdżają tutaj ludzie, którzy właśnie tutaj spotkali żywego Jezusa, którzy się w Nim bezgranicznie rozkochali. On odwzajemnia tą miłość licznymi wysłuchanymi prośbami, łaskami i uzdrowieniami. To jest niezrozumiany dla wielu fenomen, wielkiej miłości Jezusa do Polaków. Kierując do Buku naszych kochanych misjonarzy, Jezus daje nam narzędzie, aby poprzez wszystkie wspólnoty działające przy naszej parafii, realizować Boży zamysł : wolą Bożą jest moja i wszystkich ludzi świętość. Tą wiarą w świętość chcę zarazić wszystkich ukochanych braci i siostry, chcę abyśmy stali żywymi świadkami Jezusa, abyśmy nieśli słowo Boże tam gdzie jest ono potrzebne i służyli tym najbardziej potrzebującym.

Pragnę zarazić swoich bliskich do lektury najpiękniejszego listu miłosnego ,jakim jest pismo święte darowane nam przez Jezusa. Chcę abyś siostro i bracie wiedział, że niezależnie od tego kim jesteś i jak żyjesz, Jezus Chrystus umarł właśnie za Ciebie. Umarł za grzesznych ludzi. Bóg poświęcił własnego Syna abyś ty człowieku mógł żyć. Wreszcie siostro i bracie chcę żyć i dawać świadectwo, że Moim bogactwem jest być w sercu bliźniego.

Piotr


Aliança de Misericórdia | Przymierze Miłosierdzia | PM Wolsztyn
Copyright © 2013-2017 Przymierze Miłosierdzia w Wolsztynie