Wydawało mi się, że 24 maja 2011r. będzie dniem, jak każdy inny. Rano byłem na uczelni, a później pomagałem tacie w stajni. Na wieczór zaplanowałem spotkanie ze znajomymi. Niestety... jedna, krótka chwila zmieniła wszystko.

Koń na którym jechałem zrzucił mnie na metalowe ogrodzenie. Gdy jeszcze siedząc w siodle wiedziałem, że sytuacja jest beznadziejna, przyszła mi do głowy myśl: "Boże, proszę Cię, by mnie nie przygniótł." Po upadku jedyne, co poczułem, to przeszywający ból w okolicy pleców.

Wkrótce znalazłem się w szpitalu. Po serii badań lekarze stwierdzili złamanie kręgosłupa. Mój świat zawalił się, nie dostrzegałem żadnych perspektyw na dalsze życie. Od rodziców dowiedziałem się, że bardzo dużo ludzi (nawet ci, którzy mnie nie znali) modli się za mnie. Zapytałem: jacy ludzie? Rodzice powiedzieli mi, że są to osoby należące do Wspólnoty Przymierza Miłosierdzia w Polsce i na świecie. W mojej intencji modlono się również w klasztorze Sióstr Urszulanek w Pniewach. W szpitalu odwiedzili mnie misjonarze ze Wspólnoty Przymierza Miłosierdzia. Wspólna modlitwa podniosła mnie na duchu i dała siłę na ten trudny czas. Z każdym dniem odzyskiwałem sprawność fizyczną, co wkrótce pozwoliło na powrót do domu. Jeszcze tego samego wieczoru ok. 23 odwiedził mnie ks. Piotr. Byłem bardzo wzruszony i wdzięczny, że pomimo tylu zajęć (przygotowywał wraz ze Wspólnotą I Zjazd Wspólnot Przymierza Miłosierdzia, który miał się odbyć w naszym mieście) znalazł dla mnie czas. Przystąpiłem do sakramentu pokuty. Nazajutrz rano z rąk księdza przyjąłem sakrament namaszczenia chorych i eucharystię.

Z powodu ogromnego bólu kręgosłupa, ubrany w specjalny gorset z trudem stawiałem kroki, wspierając się na balkoniku. W tym czasie w Buku przebywał Ojciec Antonello (jeden z założycieli Przymierza Miłosierdzia), z którym miałem możliwość spotkania, podczas którego Ojciec pomodlił się nade mną. W momencie błogosławieństwa, gdy nałożył mi ręce na głowę, poczułem, jakby ból odpływał z mojego ciała. Wierzę, że było to dotknięcie Bożej łaski. Po tej modlitwie nie potrzebowałem już opierać się o balkonik. Poprawę zdrowia potwierdziły kolejne badania lekarskie. Miałem być gorsetowany przez okres 3 miesięcy, a w gorsecie chodziłem tylko miesiąc. Dziś jestem całkowicie sprawny fizycznie i mogę wykonywać wszystkie te czynności co przed wypadkiem. Wierzę, że moje uzdrowienie dokonało się za sprawą ogromnej siły modlitwy, za którą wszystkim serdecznie dziękuję.

Przede wszystkim jestem wdzięczny Jezusowi i Matce Najświętszej za dar zdrowia i wysłuchanie próśb. Teraz już wiem, że dla Jezusa nie ma rzeczy niemożliwych, a szczera modlitwa potrafi działać cuda. Nie znam słów by wyrazić swoją wdzięczność. Mam nadzieję, że swym życiem, przynajmniej w małym stopniu będę w stanie podziękować za otrzymane łaski.

Paweł


Aliança de Misericórdia | Przymierze Miłosierdzia | PM Wolsztyn
Copyright © 2013-2017 Przymierze Miłosierdzia w Wolsztynie