Pierwszy raz na Mszy Świętej z modlitwą o uzdrowienie w Buku byłam w czerwcu 2011 roku podczas wizyty ojca Antonello. Potem przyjeżdżaliśmy z mężem prawie co miesiąc.

Jednym z ważniejszych powodów uczestnictwa w tych spotkaniach była modlitwa o nawrócenie mojego brata i jego żony. Ich małżeństwo rozpadło się, nadal mają miejsce kłótnie, bardzo cierpią z tego powodu dzieci. Przynosiliśmy także intencje o uzdrowienia fizyczne i duchowe naszych krewnych i przyjaciół.

Pan Jezus obdarzył jednak łaską nas samych. W czerwcu ubiegłego roku byłam we wczesnej ciąży, która zakończyła się poronieniem. Mamy już dwóch nastoletnich synów, ale gdzieś w głębi serca marzyłam jeszcze o córce. Nie wiedzieliśmy z mężem, czy Pan Bóg ma dla nas w planie jeszcze dziecko. Modliliśmy się o znak, tym bardziej, że jestem już po czterdziestce i jak powszechnie wiadomo czasy nie sprzyjają rodzinom wielodzietnym.

Po wakacjach we wrześniu, a potem jeszcze wielokrotnie byliśmy na mszy wraz z zaprzyjaźnionym małżeństwem. Ksiądz Piotr podczas modlitwy mówił o rodzicach, którzy stracili dziecko. Mówił, że był to chłopiec, że siedzi teraz na kolanach u Matki Bożej i że rodzice doczekają się jeszcze dziecka. Nie uznałam wtedy, że te słowa są skierowane do nas, tyle małżeństw w dzisiejszych czasach nie może mieć dzieci, a my mamy już dzieci. Jednak moja przyjaciółka również uczestnicząca w spotkaniu była przekonana, że te słowa dotyczyły właśnie nas.

Podczas modlitwy w listopadzie, kiedy ksiądz Piotr szedł z Najświętszym Sakramentem przez kościół, modliłam się mając zamknięte oczy. Poczułam zbliżające się ciepło, otworzyłam oczy - ksiądz Piotr był z Panem Jezusem tuż obok. Podobnie było, kiedy wracał z końca kościoła w kierunku ołtarza. Takie odczucia miałam tylko ten jeden raz w listopadzie. Niedługo potem okazało się, że pomimo "braku czynienia specjalnych starań" jestem w ciąży. Na początku trochę stresowałam się tym, czy dziecko będzie zdrowe, ale cieszyłam się, że rodzina się powiększy.

W ostatnim czasie dużo więcej modliłam się, Pan Bóg wiele też działał w życiu naszej rodziny. Czasem zastanawiałam się, czym Pan Jezus mnie jeszcze zaskoczy. Ponieważ od pewnego momentu już nie pracowałam, mogłam śledzić przez Internet spotkania Przymierza Miłosierdzia w Szczecinie. Pamiętam takie zdanie ojca Antonello wygłoszone podczas jednej z konferencji "Trwać na modlitwie i spodziewać się samych cudowności". Mogę powiedzieć, że to stwierdzenie sprawdziło się w moim życiu.

W czerwcu podczas modlitwy usłyszeliśmy słowa "Jest tu kobieta w zaawansowanej ciąży, Pan Jezus błogosławi jej dziecko. Poruszyło się ono z radości, tak jak dzieciątko świętej Elżbiety, kiedy odwiedziła ją Maryja". Tym razem oboje z mężem czuliśmy, że to są słowa skierowane do nas. Tym bardziej, że nie widzieliśmy w kościele innych kobiet w zaawansowanej ciąży. Te słowa dawały nam spokój i siłę pod koniec ciąży i na czas rozwiązania, szczególnie, że poprzednie porody były bardzo stresujące, zagrażające zdrowiu dzieci.

Teraz jesteśmy już rodziną w powiększonym stanie. Podczas ciąży nie chciałam znać płci dziecka, więc tym większa była niespodzianka i radość, kiedy na świat przyszła nasza córka.

PS. Bardzo chciałabym przyjechać z maleństwem na piątkowe spotkanie, ale pogoda o tej porze nie jest sprzyjająca. Pewnie będę musiała zaczekać do wiosny.

Chwała Panu!

Agnieszka


Aliança de Misericórdia | Przymierze Miłosierdzia | PM Wolsztyn
Copyright © 2013-2017 Przymierze Miłosierdzia w Wolsztynie