Skrzynka intencji

email

Poznaliśmy się w seminarium, kiedy mieliśmy po 19 lat. Obaj pochodzimy z Sardynii we Włoszech, ale mieszkamy w Brazylii, dokąd wyjechaliśmy na misje. Zostawiliśmy Włochy, aby służyć najuboższym.

Kiedy byliśmy bardzo młodzi, dowiedzieliśmy się, że są na świecie kraje, gdzie ludzie umierają z głodu, że każdego dnia na świecie 40 tys. dzieci umiera z głodu. Poznaliśmy brazylijskiego misjonarza, który powiedział nam, że za jednego dolara dziennie można ocalić jedno dziecko od śmierci głodowej. Już nie umieliśmy wtedy lekko wydawać pieniędzy, za każdym razem przypominaliśmy sobie: przecież za tę sumę mógłbym ocalić dziecko!

Potem poznaliśmy pewnego człowieka, który nazywał się Jan Paweł II. Powtarzając słowa św. siostry Faustyny, powiedział nam: „Nieście Boże miłosierdzie”. Mówił, że Boża miłość potrafi przemienić największych grzeszników w największych świętych, że młodzi ludzie muszą mieć wyobraźnię miłosierdzia, taką wyobraźnię, która podpowiada, czemu warto poświęcić życie. Zupełnie nas to powaliło. Wyjechaliśmy do Brazylii…

W samym Sao Paulo istnieje 3900 faweli, dzielnic nędzy, a 12 tys. osób mieszka na ulicy. Widzieliśmy dzieci, które umierają z głodu, widzieliśmy dzieci, które żywią się własnymi odchodami, trawą czy robactwem, bo nie mają nic do jedzenia. Pewien człowiek powiedział nam kiedyś: „Chciałbym być psem i mieć bogatego pana”. Zrozumieliśmy, że nie możemy się nazywać chrześcijanami, jeśli bardziej kochamy nasze psy niż naszych braci.

Zobaczyliśmy, że nie można być szczęśliwym samotnie, w pojedynkę, że szczęście polega na dawaniu życia innym. Doświadczyliśmy mocy Bożej miłości, która naprawdę może przemienić ludzkie życie. Każdego dnia doświadczamy, jak Bóg działa w ludziach, którzy Go kochają, jak ich uzdrawia i przywraca do życia. Poczuliśmy, że Bóg każe nam iść właśnie tam, gdzie jest największa ludzka nędza, i zanosić Jego miłość tam, gdzie Kościół jest nieobecny. Bóg nie chce, by ludzie żyli pogrążeni w złu, by żyli jak zwierzęta. Mieliśmy przekonanie, że do ubogich musimy iść z mocą słowa Bożego, a jeśli jesteśmy posłuszni Duchowi Świętemu, to On działa w nas i przez nas. Jezus przyszedł, abyśmy odkrywali miłość Ojca, abyśmy odkrywali wartość każdego człowieka i miłość Boga do wszystkich. W ostatnich latach widzieliśmy bardzo wiele uzdrowień i nawróceń, mnóstwo serc zostało wyzwolonych z mocy zła dzięki mocy Ducha Świętego…

Prowadzimy wspólne życie z ludźmi najbardziej opuszczonymi: z bandytami, dealerami narkotyków, prostytutkami. Nocujemy razem z nimi na ulicy, żeby zabierać ich do naszych domów i głosić im miłość Boga. Ofiarowujemy im przede wszystkim słowo Boże i moc Ducha Świętego. Dzieci ulicy mówią nam: „Bogu dzięki, że jesteście, bo przedtem byłyśmy same. Myślałyśmy, że Bóg o nas zapomniał. A teraz wiemy, że tak nie jest, dlatego że wy jesteście z nami”. Nadal chodzimy do dzielnic nędzy, pod mosty, wszędzie tam, gdzie można spotkać bezdomnych, ale nasze domy są już przepełnione, a brakuje nam pieniędzy na otwieranie kolejnych.

Praca wśród najbiedniejszych, najbardziej odrzuconych, nade wszystko wymaga wielkiej pasji, bo niełatwo żyć wśród ludzi, którzy są brudni, cuchną. Trzeba do tego wiele cierpliwości, i to nie tylko ze względu na ich biedę, ale na ich cierpienie. Ci ludzie jeszcze w dzieciństwie zostali odrzuceni przez społeczeństwo. Wymagają gorącej miłości, która wiąże się z wielką cierpliwością. Trzeba przy nich być, umieć czekać, a także wierzyć, że nasza pomoc pozwoli im wreszcie uwierzyć w samych siebie, nabrać do siebie szacunku. Miłość, cierpliwość, nasze zaufanie do nich dają im siłę, by mogli wydobyć się z trudnej sytuacji i zacząć życie na nowo.

Psychologiczna pomoc osobie, która została opuszczona i cierpi nędzę, wymaga ogromnie wiele czasu, długich lat, i nie zawsze odnosi skutek. Natomiast kiedy wkracza w to wiara, moc Ducha Świętego, prawdziwa miłość do Jezusa, wtedy w krótkim czasie dzieją się prawdziwe cuda. Jezus uzdrawia, leczy, daje nowe życie, daje miłość, wskrzesza. Psychologia pomaga, ale decydująca jest zbawcza miłość Jezusa.

Jesteśmy przekonani, że ewangelizować to po prostu wprowadzać Jezusa w życie danej osoby, w pewnym sensie Go uobecniać. Choćby na ulicy, gdzie rozdajemy ludziom jedzenie. Kiedyś, w straszne zimno – zimy bywają ciężkie nawet w Sao Paulo – zaniosłem bezdomnym gorącą czekoladę. Było ciemno. Wśród dziwnie ubranych i dziwnie zachowujących się ludzi była pewna dziewczyna, Regina. Wyglądała jak mężczyzna. Okazało się, że jest lesbijką i żyje z prostytucji. Nie chciała czekolady, ale widząc, że jestem księdzem, powiedziała: „Opowiedz mi o Jezusie”. Jednocześnie była zajęta wdychaniem oparów kleju z plastikowej torebki. Wielu ludzi w ten sposób się narkotyzuje, żeby zapomnieć o cierpieniu, o samotności, o głodzie, o życiu, jakie prowadzi. Pomyślałem: nie warto, żebym opowiadał o Jezusie komuś, kto właśnie się narkotyzuje. Ale zacząłem mówić o miłości Jezusa do niej, o tym, że On o niej nie zapomniał, ale ją kocha, że dlatego tu jestem. W pewnej chwili Regina oderwała od twarzy torebkę z klejem i schowała pod marynarką. Poprosiła, bym się za nią modlił. Kiedy zacząłem się modlić, rozpłakała się i odrzuciła torebkę z klejem daleko od siebie. Oni potrafią zabijać się nawzajem dla odrobiny takiego kleju… Kiedy więc to zobaczyłem, zrozumiałem, że zaczęła odczuwać obecność Jezusa. Powiedziała: „Chcę zmienić życie. Prostytuuję się, żeby pomagać mamie, która choruje, a narkotyzuję się, żeby zapomnieć o wstydzie prostytucji. Dzisiaj poczułam, że przyszedł do mnie Jezus, i pragnę nowego życia”. Powiedziała, że wróci do domu swojej mamy. To są prawdziwe cuda…

Oczywiście, nie wszystko i nie zawsze dzieje się tak prosto i tak szybko. Takie znaki dają nam jednak nadzieję i siłę do zmierzania się z trudniejszymi sytuacjami. Wielu ludzi wprawdzie rzuca narkotyki, ale po jakimś czasie wpada w nie z powrotem. Warto wiedzieć, że miłość nigdy nie jest niepotrzebna. Zdarza się, że po paru latach ktoś przypomina sobie: „Kiedyś, tamtego dnia, tamtej nocy, przytuliliście mnie na ulicy, mówiliście mi o Bogu. Nie udało mi się nic zmienić, ale nie zapomniałem”… Wiemy, że życie się tutaj nie kończy. Owoców naszej pracy nie mierzymy miarą „sukcesów” czy „porażek”, jakie mamy na tej ziemi. W niebie czeka nas mnóstwo zaskakujących spotkań…

* Wysłuchała, przetłumaczyła i opracowała A. Kuryś na podstawie rozmowy z ojcami A. Cadeddu i E. Porcu oraz ich homilii wygłoszonych podczas rekolekcji charyzmatycznych w parafii św. Dominika w Warszawie w maju 2006.

Źródło: http://przymierzemilosierdzia.pl/tam-gdzie-kosciol-jest-nieobecny/


Aliança de Misericórdia | Przymierze Miłosierdzia | PM Wolsztyn
Copyright © 2013-2017 Przymierze Miłosierdzia w Wolsztynie