"Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko." (Łk 10,33)

Samarytanin, w czasach Jezusa, uznawany był za grzesznika, przeklętego przez Boga. Gdyby Jezus przemawiał dzisiaj, mówiłby prawdopododobnie o prostytutce, handlarzu narkotyków, o jednej z tych osób których świat się wstydzi i którymi gardzi. Tak, samarytanin przechodził tamtędy. Zobaczmy zatem kilka postaw, tego człowieka, nie uznawanego przez Żydów i przez nas, jakie przyjął wobec biednego, porzuconego i pozostawionego umierającym na ulicy.

On zbliżył się

Jezus używa tego czasownika, aby pokazać pierwszą postawę, którą musimy mieć wobec bliźniego. Przybył blisko, zbliżył się. Nie bał się zbliżyć do ubogiego łajdaka. Ile razy mamy i okazujemy rezerwę wobec innych. Jak większość ludzi, wolimy pozostać z dala, ponieważ już byliśmy wiele razy wykorzystani przez innych, którzy przedstawiali nam się jako nasi przyjaciele. Niestety już od dzieciństwa uczymy się bronić przed innymi. Własna matka lub ojciec, wiele razy, umieszczają w nas ten strach, gdy z powagą mówią, aby nie ufać nikomu i z fałszywą mądrością dodają: "dzisiaj on wydaje się być twoim przyjacielem, ale po chwili wbije tobie nóż w plecy". Błędem jest to, że wierzymy, że tak właśnie jest., że przede wszystkim, powinniśmy zawsze nas bronić, a rzeczy pogarszają się w miarę gdy wzrastamy. Na przykład, w szkole, byliśmy uczeni by stawać się za wszelką cenę lepszymi od innych, nawet wyniszczając się, czy nie jest tak również w pracy? Wygrywa ten, który potrafi się obronić i unicestwić drugą osobę. Ile to osób przyjąłem i modliłem się za nie, ponieważ czuły się zniszczone i unicestwione, i jak trudno było i jest te osoby przekonać , że druga osoba, wbrew temu co myślą, jest drogą do świętości.

Pierwszą rzeczą, którą Jezus nam mówi jest to, że samarytanin zbliżył się. Nie bał się stać się nieczystym, ale przyjął, zniżył się, miał odwagę spojrzeć poza rany i brud, wybierając nawet bycie nieczystym, bycie wykluczonym z liturgicznych świąt, ale chciał podejść blisko, kochać, zaangażować się. Jak trudne jest dla nas przyjąć taką postawę i dokonać takiego wyboru. Ile razy my, ty i ja, wolimy być politykami i dyplomatami. Wolimy wielkie liturgiczne wydarzenia i ubieramy wspaniałe szaty liturgiczne, my kapłani i również świeccy, ale nie solidaryzujemy się z biednymi, nędzarzami, opuszczonymi, pozostawiając ich na zewnątrz katedr lub po prostu naszej kaplicy, która jest pięknie wyczyszczona i posprzątana, również pozostawiamy ich poza naszymi wspólnotami i fraterniami, ponieważ jesteśmy zajęci obciążającymi nas obowiązkami. Reasumując: Jesteśmy fałszywi! Jesteśmy jak kapłan i lewita w przypowieści. "Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko ." (Łk 10,33)

Zobaczył czowieka

Spójrzmy na działanie Jezusa. On zawsze patrzy głęboko na cierpiącego. Patrzy na paralityka, na pokrzywioną kobietę, patrzy na matkę, która płacze nad swoim umarłym dzieckiem i z całą siłą głosi Talita-kum aby ożyła, patrzy na miasto Jeruzalem i płacze nad nim, patrzy skazany na krzyżu i woła do nieba. Jezus nie działa powierzchownie, ale najpierw patrzy z głębi serca na osobę, nie martwiąc się o innych i o konsekwencje, rozumie dramat każdego z nas, widzi zranienia. On przybliża się, aby zrozumieć co osoba potrzebuje i działa zgodnie z tym co potrzebuje. Bóg prosi nas o tę uwagę, jeszcze bardziej odnowioną, wobec drugiego człowieka i wobec osób cierpiących. Nie możemy i nie powinniśmy uciekać od spojrzenia drugiej osoby. Nie patrzeć oznacza nie chcieć się zaangażować w głębokie działanie na rzecz innych. Kochać to widzieć, patrzeć. Patrzeć oznacza poznać , a poznać oznacza stawać się jednym z druga osobą, zupełnie zapominając o samym sobie.

"Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko ." (Łk 10,33)

Wzruszył się ze współczuciem

Współczucie jest synonimem Miłosierdzia: miej serce litościwe poprzez nędzę innych. Jezus wciąż nas uczy, wypowiadając Słowa, że umiłował nas do końca, oddając siebie Ojcu w niebie za nas, umierając na krzyżu, oddając życie aż do ostatniej kropli krwi. "Z rany mojego serca wypłynęła woda i krew". To powinno być naszym celem, kulminacją naszej miłości. Druga osoba powinna być kochana w sposób wymagający i ze współodczuwaniem, poprzez konkretne dawanie swojego życia. Zawsze pragnąć i poszukując dobra drugiej osoby. Nosząc na sobie nędzę, rany i łzy drugiej osoby. To nasz charyzmat, bycie miłosiernym wobec drugiej osoby i w szczególny sposób wobec ubogich materialnie i duchowo. Bóg prosi nas, abyśmy byli żywym wyrazem Miłosierdzia Boga Ojca. Czy jesteś miłosierny dla swoich przyjaciół ze wspólnoty, z twojej fraterni? A może patrzysz z pogardą na tych, którzy wpadli w ramiona demona, w narkotyki, seks, alkoholizm, którzy popełnili błąd, odsunęli się , mówią źle o tobie, o naszym Ruchu? Naprawdę powinniśmy poważnie zadać sobie pytanie: " Czy chcemy być jak kapłan lub lewita czy chcemy czynić to Dzieło, które Bóg nam dał Ruchem "samarytańskim" ?

Niech to będzie dla nas wyzwaniem w tym miesiącu.

"Na koniec, członkowie Przymierza Miłosierdzia, decydujcie, aby zawsze przybliżać się, patrzeć z głębią i współczuć".

o. Antonello Cadeddu


Aliança de Misericórdia | Przymierze Miłosierdzia | PM Wolsztyn
Copyright © 2013-2017 Przymierze Miłosierdzia w Wolsztynie