Wsadził go na swoje bydlę i zawiózł go do gospody

Samarytanin, ta osoba o której już mówiliśmy, oskarżana przez Żydów, uznawana za opuszczoną przez Boga, nie tylko użyła tego co miała w danym momencie, wylewając oliwę i wino, ale zdecydowała się do końca pomóc człowiekowi: wsadziła go na swoje bydlę i zawiozła do gospody.

Jest to niezwykle ważne, by zrozumieć postawę Samarytanina zarówno w naszej drodze do Boga, jak i do braci, którzy czują się najbardziej opuszczeni i odrzuceni. Czytając przypowieść o dobrym Samarytaninie, czujemy silne pragnienie, aby zrozumieć i realizować to co Jezus nam proponuje. Czujemy święty "niepokój", tak jakby ta przypowieść zachęcała nas, abyśmy doświadczyli tego co czytamy. Czujemy pragnienie modlitwy, aby Bóg dał nam łaskę zrozumienia wszystkich sekretów ukrytych wewnątrz słów Jezusa.

"Tak, Jezu, daj nam łaskę zrozumienia tych słów życiem, a nie tylko inteligencją. Nie chcemy być jak lewita albo kapłan, który przechodzi obok ze strachem przed zaangażowaniem się, przestrzegając praw, które zabijają miłość do bliźniego. Przemień nasze życie, aby nasze działanie wobec tych ostatnich, którymi są biedni materialnie lub duchowo, mogło być zgodne z Twoimi pragnieniami. Wiemy, że w nas przeważa duma i egoizm, czasami strach przed przybliżeniem się do tego, który może nam odebrać ludzki spokój, który budujemy w naszych umysłach. Zabierz Jezu nasze mechanizmy obronne i uprzedzenia. Zabierz strach przed zaangażowaniem i staniem się prostymi w słuchaniu Twojego Słowa. Oto my gotowi, aby słuchać, medytować i żyć Twoją propozycją dla naszego życia".

To ten Sam Jezus, który daje nam odpowiedź Swoim życiem. On, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek. Widząc, że nadszedł czas, oddał się do końca i "pobiegł", dosłownie, pobiegł, bardzo szybko, nie patrząc na nikogo i na nic i bez lęku, z Galilei do Jerozolimy aby, bez zastrzeżeń, oddać życie aż do śmierci. Bóg Ojciec miał przygotowane odkupienie dla ludzkości od wieków ogłaszając je przez proroków, którzy zapowiadali przyjście Jego Syna, który odkupi ludzkość. Czytamy o tym w (Izajaszu 53) "Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem..." I to były nasze cierpienia, które On wziął na siebie i nasze bóle, które nosił. Lecz On był przybity za nasze grzechy i zdruzgotany za nasze winy. Kara, która miała przynieść pokój spadła na Niego, tak, "przez Jego rany zostaliśmy uzdrowieni". Jezus nas naucza. On staje się dobrym Samarytaninem dając się w pełni dla nas i uzdrawia nasze rany Swoją Świętą Krwią. On staje się opuszczonym, odrzuconym, ostatnim ze wszystkich. Cudzoziemcem.

Dziś powiedzielibyśmy, że On stał się dzieckiem z ulicy, alkoholikiem, narkomanem, kryminalistą, prostytutką. On umieszcza się w każdym z nas, który czuje się odrzucony, cierpiący przez grzechy przeszłości i teraźniejszości, poprzez rany otrzymane przez rodziców albo społeczeństwo. On przyjmuje wszystkich nas i wyjaśnia nam jakimi powinniśmy być: nigdy nie zamykać się, zawsze kochać. Musimy przyjąć rany innych, obciążając swój ciężar, grzech do którego się zbliżamy.

Mamy pośród nas pewną prostytutkę, którą poznaliśmy 10 lat temu. Próbowaliśmy
wszystkiego, aż do teraz. Przyjmowaliśmy w naszych domach, poszukiwaliśmy wiele razy na ulicach ponieważ, uciekała, pogrążając się ponownie w narkotykach i w prostytucji. Upadała niezliczoną ilość razy. Kiedy myśleliśmy, że jest już uzdrowiona, upadała, ostatni raz, prawie śmiertelnie. Ona sama, jakiś czas temu, mówiła, że nie ma więcej siły i nadziei, że czuje śmierć. Ciało, wola, inteligencja, śmierć duchowa. Co zrobić? Zrezygnować? Spróbować ponownie? Znajdujemy rozwiązanie w słowach Jezusa: "Samarytanin wsadził go na swoje bydlę i zawiózł do gospody". Pamiętamy również fragment z Izajasza: "Lecz On był przybity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy". Jezus nas prosił byśmy byli dobrymi samarytaninami. Przyjęliśmy ją ponownie.

Prawdziwym sensem przypowieści o dobrym Samarytaninie jest stanie się takimi jak Jezus: opuszczonymi dla innych! Jezus opuszczony jest dla nas wszystkim i jest wyjaśnieniem przypowieści. On zgodził się oddać na krzyżu za nas. W momencie śmierci, kiedy był na krzyżu, poczuł się opuszczony nawet przez Ojca w niebie: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił"" On zgodził się być zmiażdżonym i został skazany. To Jezus opuszczony! Ale On nas odkupił! Przez Jego rany przychodzi nasze uzdrowienie! Byliśmy bez nadziei, nikt nie mógł się zbawić ponieważ nasz grzech nie pozwalał nam widzieć twarzy naszego stworzyciela. Nasza słabość, grzech, były takie, że bramy nieba były zamknięte. Ciemność panowała w nas i na świecie. Ale w Jego ranach jest nasze uzdrowienie. I On dając nam przykład zachęca nas do bycia, czynienia i życia tak jak On, kochając aż do końca.

Jako Samarytanie musimy wziąć odpowiedzialność kochania innych aż do końca, obojętnie kto by to nie był. Nie istnieje termin pośredni. Nie możemy być lękliwi, ani żyć letnim życiem. Nie możemy patrzeć na innych z postawą pychy. Wszyscy, wszyscy musimy nieść drugiego na bydlęciu i zawieźć do gospody, aby opiekować się nim, aż do końca. Dlatego praca Ruchu Przymierza Miłosierdzia nie kończy się na odwiedzinach biednych na ulicy, prostytutek albo więźniów. Nie! Nie kończy się tam, ale z troską tworzymy domy przyjęć, aby starać się ocalić tych, którzy zostali pozbawieni godności ludzkiej i społecznej. Dlatego Ruch Przymierza pragnie dać każdemu zranionemu Słowo, które zbawia i na końcu sprawić, by osoba przyjęta do domu mogła powrócić do społeczeństwa z godną pracą i szacunkiem. To jest klucz, który pozwala nam zrozumieć przypowieść o dobrym Samarytaninie. Musimy być jak Jezus w Swojej Pasji! Przyjmując życie innych. Dźwigając ciężar i grzechy innych. Przynosząc ich zawsze do naszej gospody. Powinniśmy sprowadzać ich zawsze do naszej gospody. Jezus przyszedł, aby umrzeć za nas grzeszników i Nim powinniśmy umierać dla innych.

W Polsce poznaliśmy homoseksualitę, który prosił nas, abyśmy pomogli mu wydostać się z prostytucji. Nie mógł już dłużej znieść bycia wykorzystywanym przez innych seksualnie, ani wykorzystywania innych. Jego życie stało się niewolnictwem. Mówił nam, że czuje się martwy i przegnity. Przyjęliśmy go do naszej grupy w mieście i prosiliśmy Ducha Świętego, aby namaścił go poświęconym olejem i winem Eucharystycznym. Stał się on wielkim ewangelizatorem, który ogłasza cuda, które Bóg zdziałał w jego życiu.

Ile świadectw każdy z was z Ruchu mógłby umieścić na tych stronach. Świadectwa, które dają życie i pozwalają nam zrozumieć, że naszym powołaniem jest to: czując się grzesznikami i odkrywając, że zostaliśmy wyzwoleni z naszej nędzy, wybiegamy naprzeciw tym, którzy jeszcze nie znają Jezusa, który nas uzdrowił przez Swoje rany, wylewając Krew na każdą osobę.

Wsadził go na swoje bydlę i zawiózł do gospody.

Odnówmy nasze "tak" poprzez doświadczenie bycia Samarytaninem dla innych osób.


Aliança de Misericórdia | Przymierze Miłosierdzia | PM Wolsztyn
Copyright © 2013-2017 Przymierze Miłosierdzia w Wolsztynie