PRAWDZIWY SKARB

„Królestwo niebieskie podobne jest
do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek
i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał
wszystko, co miał, i kupił tę rolę.”
(Mt 13,44)

Dzisiejszy człowiek pragnie Boga żywego, trwa nieustannie na poszukiwaniu wieczności, ale nie ma odwagi, by spojrzeć wewnątrz siebie, ucieka od swojego świata wewnętrznego i żyje odizolowany od przestrzeni duchowej zajmowanej przez światło i prawdę.
Przez absurdalne i przebiegłe oszustwo nieprzyjaciela, człowiek kończy uciekając od daru Boga. Wydaje mu się, że jest „niebezpieczne” to, w czym jest ukryte jego własne zbawienie i że jest „nieprzyjacielem” ten, który później okazuje się naszym największym dobroczyńcą, lub że jest bieda tam, gdzie ukryty jest nasz największy skarb!
Biedny ucieka od bogatego i go nienawidzi, bogaty ucieka od biednego i drży przed nim. I tak pracuje diabeł i ten świat, w którym on jest „księciem” (por. J 12,31).
Rzeczywistość jest odmienna. Widziałem wiele osób przemienionych mocą Chrystusa działającą w tych, którzy Mu się zawierzyli. Wielu biednych odnalazło swoją godność i przyjęli na nowo „ludzką formę” po spotkaniu z bogatym i wielu bogatych otworzyło oczy i zyskali serce z ciała, oni również nabyli „formy ludzkiej”.
Innym razem, odwiedzając trędowatych, chorych na AIDS, chorych, podziwiałem z mocą „sakrament” ubogich, chorych, w sposób szczególny trędowatych. To boska siła, która odrywa się od zniszczonych ciał trędowatych, tej słabości ludzkiej, tych fragmentów, tego „nic”. Być może dlatego wyizolowane społeczeństwo, marginalizowane, czyni ich wygnańcami. Trędowaci są niebezpieczni, mogą „nawrócić”; ich ciało mówi wiele o Bogu, o nicości człowieka.
Społeczeństwo, które chce zapomnieć o Bogu, chowając Go za powierzchowną siłą, za postępem technologicznym, za fałszywym bezpieczeństwem medycyny, która karmi fałszywe marzenie o nieśmiertelności, za doskonałymi ciałami, sprzedawanymi przez pornografię, która czyni z człowieka przedmiot handlu. Społeczeństwo dobrobytu, sztucznego raju, nie może pokazać kruchości „okropnego” trędowatego, odblasku piękna wiecznego i nieskończonego Stworzyciela, smaku pokoju, który płynie od Ojca życia.
Jeden z trędowatych mawiał: „Bóg żyje, Jezus żyje, On jest…i przeciwnie, ja byłbym niczym. Wierzę w Boga, w Boga żywego”. Jezus żyje! Ja jestem świadkiem, spotkałem Go w sercu Antonia, w oczach Clelii… tych wszystkich trędowatych, którzy jak żywe tabernakulum, mają Chrystusa w swoich sercach.
Jestem świadkiem nawrócenia, które zdziałali ci bracia o zniekształconych twarzach, za sprawą mocy Krzyża, który nieśli. W naszym życiu misji żyjemy „pośród ludzi, którzy cierpią ogromną biedę” (Redemptoris Missio, 60).
W biednym, w odrzuconym, w chorym… kruchość i niepewność człowieka, które zajmują ciało, jest odzwierciedlona i dlatego ten ostatni boi się bycia dotkniętym przez „trędowatego”, przez tego biednego, który może zmienić jego życie, „zniekształcić” je, „zarazić”. Drży przed pozwoleniem mu na wejście do jego egzystencji, rodziny, pracy, domu. Zamyka serce, podnosi wysokie bariery, broni się wielkimi oknami, potężnymi alarmami i opancerzonymi drzwiami.
„Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę.” (Mt 13,44).
Biedni zmuszają nas, by uwierzyć, że Bóg jest obecny w naszej słabości. W nich żyje Chrystus, ukryty skarb. „Dlatego Bóg bierze nas w obronę i nas kocha” (Redemptoris Missio, 60). Chrystus w ubogim prosi nas, abyśmy Go przyjęli jako Prawdę i Życie, aby umożliwić nam wejście do Królestwa Niebieskiego, aby pozwolić nam do Niego wejść. Prosi nas, abyśmy złamali wszelkie bariery i złapali Go za rękę i pozwolili się poprowadzić przez ten „sakrament” i odnaleźli samych siebie, wrócili do pierwotnej harmonii otwierając serce dla braci, którzy, jak ukrzyżowany Chrystus „zasługują na uprzywilejowaną uwagę” (Redemptoris Missio, 60).
Człowiek, który pozwala się zmienić przez ubogiego staje się ubogi, nabiera świadomości swojej własnej małości i nędzy, i w tym staje się bogaty w Boga!
„Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę.” (Mt 13,44).
Mając jedenaście lat, Luthi poznał coś, co zmieniło jego życie. Spędzając wakacje na plaży w Santos, miał swój pierwszy kontakt z surfingiem, który pokazał mu nowy świat. Szybko surfing stał się marzeniem jego życia, jego „skarbem” stało się móc uczestniczyć w mistrzostwach na Malediwach, na Oceanie Indyjskim. Jego serce jednak było niespokojne.
Pewnego dnia usłyszał jak mama mówiła o jakichś misjonarzach, którzy spali na ulicy razem z żebrakami. Poczuł się dotknięty i chciał wejść w kontakt z tymi „szaleńcami” Boga. I tak Luthi skończył śpiąc na ulicy z braćmi z Przymierza Miłosierdzia i poczuł tamtej nocy coś wyjątkowego, obecność Jezusa pośród tych cierpiących dzieci.
Nie potrafił zrozumieć dlaczego w „raju” swoich marzeń nie udało mu się spotkać szczęścia, którego teraz doświadczał pośród ubogich. Poczuł w ten sposób, że brakowało mu jeszcze czegoś, „sprzedania wszystkiego i kupienia tej roli”, bo w jednej chwili zrozumiał, gdzie mieszka prawdziwe szczęście i gdzie był prawdziwy skarb: nie tam, gdzie my chcemy, ale gdzie go ukryje Jezus.
Dzisiaj, Bóg i ubodzy są „pasją” Luthiego, który spotkał Jezusa i zostawił dom i pracę, aby poświęcić swoje życie najbardziej potrzebujących, dla tych „trędowatych”, których przytulił i którzy pokazali mu prawdziwe oblicze Chrystusa.

Sierpień 2005
o. João Henrique


Aliança de Misericórdia | Przymierze Miłosierdzia | PM Wolsztyn
Copyright © 2013-2017 Przymierze Miłosierdzia w Wolsztynie